Złe składniki (?)

Dbaj o włosy

Tak mnie natchnęło, aby nieco więcej napisać nie tyle o szamponach, odżywkach, maseczkach i innych kosmetykach na włosy, tylko o samych składnikach. Dlaczego części z nich nie należy używać, a innych wcale nie należy się tak bać?

To bardzo dobre i wbrew pozorom zasadne pytanie. Zdarza mi się przeglądać różnej masci fora internetowe, znajdować teksty w stylu: czy za duża ilość kosmetyków nie uszkodzi mi włosów? W domyśle – chemia, która w nich może przecież występować. Odpowiedź w zasadzie jest dość prosta. Wszystko zależy od umiaru, a także uważnemu wybieraniu kosmetyków. Warto zwracać uwagę na etykiety tych produktów, ale przyda się również wiedza na temat niektórych składników.

Alkohol szkodzi…

Zdrowiu oczywiście też (czy może nawet głównie), ale nas tu interesują przede wszystkim włosy. Faktem jest, że w szamponach czy też odżywkach właściwie go już nie spotykamy, więc nie musimy się tym przejmować. Jeśli jednak stosujecie preparaty do stylizacji (lub też tak zwane wcierki) to już inna sprawa. Istotne jest tak naprawdę, które miejsce zajmuje alkohol na „liście” składników. W przypadku wielu preparatów tego typu może być on głównym elementem, że tak się wyrażę. Najlepiej unikać takich produktów, lub też znacznie ograniczyć ich stosowanie. Alkohol może wysuszać włosy, a to przecież niespecjalnie Wam potrzebne?

SLS

Te trzy litery, które można rozwinąć w Sodium Lauryl Sulfate budzą od pewnego czasu postrach wśród użytkowników i użytkowniczek (chyba bardziej) różnych preparatów myjących. Możecie się również spotkać z SLES. To z kolei związek chemiczny, którym co raz więcej producentów zastępuje SLS. Jest „łagodniejszy” w swoim działaniu. A co takiego robi nam Sodium Lauryl Sulfate? Może – to wyraźnie trzeba zaznaczyć, że „może” – podrażnić skórę głowy i ją wysuszyć. Tak samo z włosami. Można jednak próbować z tym walczyć. Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nie w każdym przypadku pojawia się taka reakcja. Warto więc sprawdzić – jeśli mamy szampon, który go zawiera – w jaki sposób u nas się objawia działanie SLES, czy SLS. Być może w ogóle nie będziemy podatni na to działanie. Przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś czytałem o specyficznym podejściu do pielęgnacji, jeśli posiadamy szampon z którymś z tych składników. Przed myciem włosów dobrze nałożyć na nie odżywkę to złagodzi ewentualne podrażnienia. Można również stosować zamiennie łagodniejszy szampon. Albo po prostu unikać SLS (możecie go również spotkać pod nazwą ALES, ALS).

Konserwanty

O nich z kolei głośno zrobiło się kilka lat temu. Głównie poprzez badania, które praktycznie nie pozostawiły na nich suchej nitki. Co ciekawe, niekoniecznie zgodnie z prawdą. Więc pewnie, ktoś je zlecił, ktoś na nich skorzystał. Chodzi dokładnie o parabeny. Właśnie parę lat temu pojawiło się wyniki badań, które wskazywały, że mają one działanie rakotwórcze. Potem co prawda je zrehabilitowwano, ale niespecjalnie się o tym mówiło.

To jednak nie jedyne substancje konserwujące. Bardzo często na przykład takim związkiem jest alkohol denaturowy. Może on wysuszać skórę głowy, oraz włosy. Jednak ten składnik ma przynajmniej znajomą nam nazwę. A co powiecie na przykład na 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane, albo Methylchloroisothiazolinone? No właśnie.

Na szczęście, jeśli podejdziecie do kosmetyków z głową to w sumie nic poważniejszego Wam nie grozi. Już więcej chemii jest tak naprawdę wokół nas, szczególnie kiedy mieszkacie w dużych miastach. Zawsze przecież możecie przejść na preparaty, które mając całkowicie naturalne składniki.

 PRZECZYTAJCIE RÓWNIEŻ: KAMIWAZA

2 comments

  • Ano właśnie wiedziałam, że coś jest nie tak z tymi SLSami. Ja akurat należę do osób czytających etykiety nie tylko produktów spożywczych, ale kosmetycznych też i czasem aż mnie przerażenie bierze, bo w większości szamponów SLSów jest mnóstwo, zdarza się, że nawet po 3 różne. Zgroza. Tak samo właśnie z alkoholem. Dostała kiedyś w prezencie takie hmm kuracje do włosów, teoretycznie naturalne, z olejkami i innymi dziwnymi rzeczami. No bomba, tyle, że jak zobaczyłam etykietę to się za głowę złapałam- na pierwszym miejscu alkohol, a te składniki typu olejki na samym, szarym końcu. Tak się już nawet zastanawiałam czy nie przerzucić się na szampony dla dzieci, bo są jednak łagodniejsze i nie mają aż tyle tego świństwa.

  • Zgadza sie;] Natomiast przestrzegałbym też przed – nazwijmy to – przegięciem w drugą stronę. Tak jak nie można lekceważyć niektórych składników znajdujących się, czy to w szamponach, czy też odżywkach i innych preparatach, tak z drugiej nie można podchodzić do tego, że wszystko co nie jest naturalne musi nam zaszkodzić. Sprawa jest dość prosta. Wszystko może zaszkodzić, jeśli stosujemy to bez umiaru, lub też zapominając o zdrowym rozsądku. Podobnie jest po drugiej stronie barykady. To, że w jakimś preparacie znajdzie się składnik, który może naszym włosom szkodzić (bo na przykład u innych wysusza fryzurę) nie oznacza od razu, że będzie tak u nas. Tak to już jest niestety ze wszystkimi kosmetykami. Można by założyć, że producenci tylko i wyłącznie chcą na nas zarobić i wrzucają do składu związki chemiczne, które są tańsze w otrzymaniu, ale mogą nam szkodzić. Nie ma jednak co popadać w paranoję;]

Dodaj komentarz