Z apteczki babuni

Dbaj o włosy

Skład preparatów jest różny, ale zawsze naturalnyTytuł może być nieco mylący, bo nie mam zamiaru zajmować się tym co tam babcia trzyma w swojej podręcznej apteczce. Czym i na co się leczy. Wciąż jest to blog dotyczacy włosów, ich ochrony i odżywiania, a także łysienia. Skąd więc taki tytuł? „Z apteczki babuni” to nazwa linii preparatów firmy Joanna przeznaczonych do pielęgnacji włosów.

Kosmetyki te w zasadzie nie wyróżniają się w sensie wyglądu niczym specjalnym. Nie mają ani specjalnie kolorowych etykiet, a i też próżno szukać reklam z nimi w roli głównej. Przechodząc jednak przez dowolną drogerię warto spojrzeć na najniższe półki, gdzie zazwyczaj stoją. Opisać je można parafrazując reklamę pewnego syropu na kaszel: „być może nie są one kolorowe i pewnie „źle smakują”, ale za to są skuteczne. Zresztą patrząc na skład poszczególnych preparatów ciężko się temu dziwić.

W całej linii „Z apteczki babuni” są dwie grupy produktów: szampony i odżywki. Nie będę tu skupiał się na opisywaniu składu każdego z nich, bo jest ich po prostu za dużo spróbuję to uogólnić nieco. Przede wszystkim cechą charakterystyczną „Z apteczki babuni” jest oparcie składu o naturalnego składniki. Są to głównie rośliny (skrzyp, pokrzywa), oraz – nazwijmy to – produkty, które wykorzystywane są często przy domowych sposobach na wzmocnienie włosów, chociażby miód. Dlatego też od razu podkreślam, że jeśli ktoś spodziewa się, że szampon z tej linii pomoże mu w powstrzymaniu łysienia androgenowego niech o tym zapomni.

I szampony i odżywki „Z apteczki babuni” są przeznaczone przede wszystkim do odżywiania włosów zniszczonych (przez pogodę, przesuszanie, czy farbowanie), ale także ich wzmacniania i nawilżania. Owszem mogą nam one pomóc powstrzymać wypadanie włosów, ale tylko takie, które spowodowane jest przez czynniki zewnętrzne.

Jeśli już zdecydujecie się na wybór któregoś z szamponów, niech Was nie zniechęca to, że mogą być one po myciu ciężkie do rozczesania, do tego przy szamponie ze skrzypem w składzie, włosy mają po jego użyciu dość specyficzny zapach. W pierwszym przypadku wystarczy dodatkowo używać odżywki, a w drugim po prostu się przyzwyczaić, bo najważniejsze jest to, że szampony te działają.

 

2 comments

  • A już myślałam, że nikt już nie używa takich szamponów hehe. Że teraz „rządzą” te drogie, z najwyższych półek albo takie kupowane w salonach fryzjerskich.
    Ostatnio używałam dokładnie tego szamponu, który jest na fotce i spieszę podzielić się z Wami moimi odczuciami.
    Zacznę od tego, że jak mniemam, nie ma w nim jakichś ulepszaczy zapachu, bo ma koszmarny zapach. A i włosy po nim pachną nieco dziwnie. Ale da się to przeżyć ;D
    Panie Pawle, wspomniał Pan, że włosy mogą być ciężkie do rozczesania- ma Pan absolutną rację. Rozczesywanie moich długich włosów po samym szamponie to był dramat. Do czasu aż zainwestowałam w odżywkę. Teraz moje włosy są miękkie i gładkie, a do tego lekkie i puszyste. No bomba.
    Ta buteleczka mi się akurat skończyła, a z racji tego, że wybieram się nad morze na wakacje to stwierdziłam, że przyda się chyba trochę nawilżenia więc zakupiłam inny z tej samej serii- nawilżająco- regenerujący. Zobaczymy czy pomoże ;D

  • Witam, nieco później odpisuję, ale musiałem zebrać siły ;] Cóż, generalnie rzecz biorąc jestem od wielu lat zwolennikiem właśnie takich szamponów. W zasadzie pozbawione są one całego blichtru reklamy, pięknych opakowań, cudownych składników, a jednocześnie ich skład opiera się na naturalnych i sprawdzonych składnikach. Fakt, zapach nie jest najlepszy, ale tutaj przywołał casus czarnej rzepy. Też nie ma zbyt ciekawego zapachu, ale działa;]

    Odżywka to bardzo dobry, bo ktokolwiek stosował ten szampon – a ma więcej włosów – wie jaki to problem, aby je rozczesać, a nie wyrwać.

Dodaj komentarz