Laserowy grzebień

Vivicomb – super laser na super włosy

Leczenie łysienia

vivicombNie chodzi tu wbrew pozorom o skomplikowane urządzenia, rodem z filmów sf, wysyłające wiązkę laserową, która ma moc niewyobrażalną dla przeciętnego Kowalskiego. Technika już dawno osiągnęła poziom – zwłaszcza w kwestiach medycznych i tyczących się urody – o którym nie śniło się nam jeszcze kilkanaście lat temu.

Cały ten wstęp ma Was przygotować na to, że coraz bardziej nauka wchodzi do naszego życia codziennego. Również ta dotyczy one problemów z włosami, czy szerzej mówiąc: łysieniem. Czasem przybiera ta nowoczesność kształt, który może wydawać się niekonwencjonalny, oryginalny, żeby nie powiedzieć po prostu : nigdy bym na to nie wpadł.

Czym jest Vivicomb?

Mówiąc najprościej jest to grzebień. Ale nie taki zwykły. Oczywiście nie jest również zaczarowany. Patent polega na tym, że jest to grzebień laserowy. Produkowany jest – co łatwo się domyślić – w USA, ale ponoć bez problemu można go u nas kupić. Chociaż cena może, delikatnie mówiąc odstraszać. Wynalazłem na sieci informację, że kosztuje on prawie 2500 złotych (tak dokładniej 2485 plus przesyłka). To nowość na rynku, do tego stopnia, że nie udało mi się znaleźć zdjęcia na sieci. Jeśli więc ktoś takowe posiada to ja z chęcią zamieszczę.

Jak to działa?

Co więc dostajemy za te 2500 złotych? Redukcję łysienia, porost włosów i dużo bardziej gęste, te które już posiadamy. Tyle w zasadzie ulotka reklamowa. Efekty są ponoć widoczne w 90% przypadków i to potwierdzonych klinicznie. Ma być również najskuteczniejszą alternatywą dla operacji przeszczepu włosów. Przeznaczony jest dla osób mających problem z łysieniem typu genetycznego, czyli tego który atakuje najczęściej.

Skupmy się nieco bardziej na samym działaniu. Otóż w grzebieniu Vivicomb mamy 12 wiązek laserowych, których głównych zadaniem jest stymulowanie mieszków włosowych. Jak wiadomo w przypadku łysienia genetycznego część z nich po prostu obumiera (czyli lepiej będzie napisać „usypia”) i przez to przestają produkować włosy, a my łysiejemy. Te 12 wiązek tworzy widoczną czerwoną wiązkę laserową, która to działa jak swoistego rodzaju fototerapia na nasze włosy.

Czego właściwie możemy się spodziewać?

Informacje, które są podawane są bardzo obiecujące, ale potwierdzić ich jednoznacznie nie mogę. Otóż, po pierwsze widoczne efekty mają się pojawić już po… jednym użyciu. Jednak tak naprawdę widać coś będzie po 8 tygodniach stosowania ( i również w tym czasie). Widoczna ma być znacznie mniejsza wypadających włosów. Po upłynięciu tego czasu pojawią się pierwsze – zapewne jeszcze słaby – włosy. Pełne efekty kuracji o których wspominałem powyżej mamy uzyskać po 12 tygodniach stosowania, czyli dość szybko.

Dlaczego to działa? Wiązka laserowa stymuluje ATP (adenozynotrifosforan ), który to z kolei poprawia metabolizm i aktywność komórek znajdujących się między innymi w mieszkach włosowych. Można więc powiedzieć, że laser ten dostarcza budulca do ożywiania osłabionych mieszków. To z kolei ma zapewnić poprawę kondycji włosów i zredukować ich wypadanie.

Abyśmy wiedzieli jak grzebienia używać, dostajemy rzecz jasna instrukcję obsługi (w języku polskim). Wydatek ma być jednorazowy i nie musimy nic do sprzętu dokupywać. Tym, którzy martwią się „jak to się ładuje” śpieszę z informacją, że do całego zestawu jest dołączony ładowarka którą ładuje się baterię jonowo-litową. Ponoć dzienna kuracja nie przekracza 8 minut. A powtarzać należy ją 3 do 4 razy w tygodniu.

Sam jeszcze nie miałem do czynienia z tym grzebieniem, ale znam pewną osobę, która już go ma i używa od 3 miesięcy. Efekty? Widać na pierwszy rzut oka.

KLIKNIJ PO WIĘCEJ INFORMACJI NA TEMAT VIVICOMB.

Kurację tym grzebieniem można  jeszcze „wzmocnić”. W tym wypadku pomocny może być suplement w kapsułkach o nazwie Profolan. W ten sposób będziemy działali od zewnątrz i wewnątrz. Wspomniany suplement dostarcza tak potrzebnych włosom składników zawartych w pokrzywie i skrzypie.

Jeśli ktoś jeszcze może podzielić się swoją opinią na temat lasera – zapraszam! Myślę, że więcej niż parę osób chętnie ją usłyszy!

 

5 comments

  • dostałem od żony w urodzinowym prezencie pół roku temu i powiem tak – trudno w to uwierzyć i na początku byłem zły, że zamiast wydać na coś innego nierozsądne dziewczę kupiło mi gadżet, który na niewiele się zda, używałem, pod „specjalnym nadzorem” (żonki oczywiście) i muszę przyznać, że miała kobieta rację, że się tak zawzięła, włosy odrastają, miałem spore prześwity na czubku i już ich w tej chwili nie mam

  • Niekoniecznie, a raczej na pewno nie. Lasery „zdrowotne” wynaleziono na potrzeby NASA, niektóre używa się do przyspieszenia gojenia ran, a te do włosów chociaż są stosunkowo nowym wynalazkiem są nie gorsze od innych, radzę rozejrzeć się po wynikach badań nad nimi. Wiara nie ma tu nic do rzeczy 🙂

Dodaj komentarz