Pierwsze sklonowane włosy już wyhodowano.

Sklonuj sobie włosy

Leczenie łysienia

Pierwsze sklonowane włosy już wyhodowano. Nauka od wielu lat wpływa na nasze życie i temu zaprzeczyć się nie da (również na nasze zdrowie). Myślę, że taki najbardziej zauważalny mariaż w tej kwestii widać od rewolucji przemysłowej, która zapoczątkowana została w XVIII wieku na terenie Anglii i Szkocji. Mamy 21 stulecie naszej ery i pomóc naszemu organizmowi próbuje jedna z nowych gałęzi nauki – klonowanie.

Takie to rozmyślania przeszły przez moją głowę po lekturze artykułu w którym to opisano obecny stan wiedzy na temat klonowania włosów, jako odpowiedzi na problem łysienia. Poszperałem nieco więcej i o to co wykoncypowałem robiąc research, zagryzając przy tym marchewkę,bo zdrowa, no i ma wpływ na stan mojej fryzury.

Zacznijmy od samego klonowania. Co prawda, pewnie każdy wie czym ono jest (kto nie kojarzy owieczki Dolly?), ale dla spokoju mojej duszy przypomnę. Klonem określa się organizm, który ma identyczny, albo prawie identyczny materiał genetyczny co dawca. Mówiąc po ludzku: jest on taki sam i nie chodzi tu tylko o wygląd.

Badania nad wykorzystaniem klonowania w walce z łysieniem prowadzone są już od wielu lat. Co prawda do tej pory kończyło się na obietnicach, że „już niedługo poznamy metodę, która raz na zawsze pozwoli pozbyć się problemu łysienia”, ale niewiele z tego wynikało. Jednak w końcu kilkunastu niezależnym od siebie grupom naukowców udało się sklonować mieszki włosowe. Ponoć nawet są już przeprowadzane badania kliniczne na ludziach.

Sam „zabieg” klonowania wygląda dość prosto, chociaż rzecz jasny łatwy nie jest. Ze skóry pacjenta pobiera się komórki macierzyste, które są odpowiedzialne za tworzenie włosów. Następnie na tak zwanej szalce Petriego następuje klonowanie. Kolejnym etapem jest „wstrzyknięcie” ich do skóry głowy. Teoretycznie dzięki temu zabiegowi możemy z powrotem mieć lwią czuprynę.

Praktycznie istnieje kilka przeszkód, które to naukowcy muszą pokonać. Przede wszystkim muszą znaleźć sposób na zwiększenie liczby sklonowanych mieszków z „jednego dawcy”. Kolejną sprawą nad którą trwają obecnie prace, to zdyscyplinowanie nowych włosów, tak aby po pierwsze były odpowiedniej grubości, a po drugie rosły w odpowiednim kierunku. Inaczej będziemy mieli do czynienia z ogromną liczbą cienkich i splątanych „nici” na głowie. Ponoć gotowe rozwiązania mają pojawić się już w ciągu kilku miesięcy.

Optymizm „w branży” jest na tyle duży, że już pojawiły się informacje o tym, aby wprowadzić klonowanie włosów na rynek w 2012, bądź 2013 roku. Ponoć cena na początku wcale nie będzie specjalnie wygórowana, bo wynosić będzie mniej więcej tyle ile przeszczep. Chociaż akurat w przypadku kosztu nie byłbym specjalnym optymistą. Na pewno w Polsce poczekamy nieco dłużej na klonowanie włosów, a i cena będzie wyższa.

4 comments

  • Szczerzo nie powiedziawszy nie wierzę w ani jedno słowo. To znaczy, żeby nie było nie chodzi o sam artykuł, który jest okej, ale nie wierzę,że już w przyszłym roku, czy nawet w 2013 będzie można podejść do jednej czy drugiej kliniki i sklonować sobie włosy. Tym bardziej u nas w kraju. Dokładnie zgadzam się również z panem co do kwestii ceny. Myślę, że same badania potrwają jeszcze trochę. Natomiast zastanawia mnie jak to będzie wyglądało w kwestiach etycznych, tym bardziej, że jednak wciąż przecież to temat dyskutowany, głównie w sferze moralnej.

  • To jest prawda, eż czytałem na internecie i te informacje były poparte jakąś sesją naukową na której zabierali głos wybitni profesorowie, tak że to nie była tyko plotka

  • Powiem tak, co do etyki to problem może być jedynie u nas Polaków- katolików, którzy samo słowo „klonowanie” będą wrzucać do tej samej półki, co in vitro, badania na zarodkach itp.

    Jestem katolikiem, ale uważam, że grzechem jest fakt, że stosuje się środki na porost włosów (finasteryd czy Regaine), wiedząc o ich negatywnych skutkach na nasz (czy przyszłego dziecka) organizm. Jeden może powodować kłopoty z układem krążenia, drugi zaś robi mały sajgonik w działaniu układu hormonalnego. Ba, osoba stosująca go może podczas stosunku z ciężarną kobietą uszkodzić męski zarodek. Gdyby to stało się przez przypadek z mojej winy nie darowałbym sobie. To jest prawdziwy grzech..
    Natomiast co do klonowania włosów to podpisuję się dwiema rękami i z chęcią mogę być „królikiem doświadczalnym”. Ta metoda pomoże wielu ludziom z kompleksem łysiny wyjść z tej depresji, poprawić relacje z rówieśnikami..

    Jeśli sam nie wyleczę problemów z włosami, w przyszłości z chęcią skorzystałbym z takiego zabiegu.

  • Przyznam szczerze nie patrzyłem na to nigdy z takiego – religijnego – punktu, ale bez wątpienia jest to jakiś koncepcja. Natomiast, ja jestem zwolennikiem jednak nauki i w tej kwestii zgadzam się co do skutków ubocznych o których wspomniałeś, zresztą staram się je podkreślać przy okazji, gdy poruszam ich temat (mała uwaga, rozumiem, że to literówka, ale „Rogaine”). Przyznam się natomiast szczerze, że pierwszy raz słyszę o uszkodzeniu zarodka i jeśli można jakieś konkretne informacje na ten temat, to byłbym wdzięczny.

    Co do samego klonowania, tak jak pisał ktoś wyżej. Nie sądzę, że pojawi się ono szybko, no i kwestia ceny pewnie będzie zaporowa.

    Na koniec jeszcze dodam, że wydaje mi się iż kwestia etyki – już abstrahując od konkretnej religii – w tym wypadku może nie mieć takiego znaczenia, jak na przykład w klonowaniu zarodków. Zwróćmy jednak uwagę, że upraszczając nieco – tu mamy do czynienia tylko z cebulkami włosowymi – więc wydaje mi się, że łatwiej będzie nad tym przejść do porządku dziennego.

Dodaj komentarz