Sezonowe (jesienne) wypadanie włosów

Przyczyny łysienia

W zasadzie „w literaturze” takie pojęcie nie istnieje. Ci jednak, którzy mają z tym problem, pewnie twierdzą inaczej. Co prawda też, to co obecnie dzieje się za oknem (niemiłosierny wszak upał), raczej nie powoduje, że myślimy „przecież niedługo już jesień”. Warto jednak przygotować swoje fryzury. To właśnie jesienią, może przydarzyć się nam sezonowe wypadanie włosów.

wlosy

Przyczyn takiej sytuacji jest kilka. Często mylimy takie wypadanie włosów z tzw. łysieniem telogenowym. I to od niego zaczniemy.

Włosy w telogenie

To ostatnia faza ich „życia”, kiedy to wypadają, ustepując tym samym miejsca nowym. O łysieniu telogenowym mówimy wtedy, gdy większość włosów znajdujących się w pierwszym etapie cyklu (anagenowym), przechodzi we wspomnianą wcześniej. Mówiąc prościej tracimy zdecydowanie za dużo włosów. Bezpośredniej przyczyny tego typu łysienia nie znamy. Wskazuje się pewne czynniki, które mogą do tego prowadzić (myślę zresztą, że opiszę ten problem w niedługim czasie). To między innymi zaburzenia hormonalne (tarczyca) i stres. Dobrą informacją jest to, że to proces odwracalny.

Sezonowe wypadanie włosów

W zasadzie w tym wypadku „jesienne”. Czym może być spowodowane? Przede wszystkim latem, a dokładniej tym co robimy włosom w tę porę roku. Dodatkowym czynnikiem jest brak odpowiedniej pielęgnacji i ochrony. Nie zawsze my jesteśmy bezpośrednimi winowajcami. Słońca, które im szkodzi, nie zgasimy. Możemy go oczywiście unikać, lub starać się chronić włosy. Generalnie rzecz biorąc to dla fryzury poważny problem. Może się to odbić na jej kondycji. Jesienią włosy mogą też wypadać przy infekcjach. Co istotne jednak muszą być one związane z wysoką goraczką.

Jak go uniknać?

Zacząc pasowałoby wcześniej niż teraz w sierpniu, ale lepiej późno niż wcale. Na pewno warto zwrócić uwagę na to co jecie. Cudów się nie należy spodziewać, ale lepiej pilnować składników istotnych dla włosów. Latem jest prościej, bo sporo jest ich w świeżych warzywach i owocach. Pamiętajcie o żelazie, cynku (tutaj akurat owoce morza), i witaminach z grupy B. To absolutne minimum.

Dobrym pomysłem jest też suplementacja skrzypu i pokrzywy (lub obu naraz). Produktów tego typu jest mnóstwo i lepiej sprawdzić na własnych włosach, który się sprawdzi. Nie spodziewajcie się efektów „po pierwszym zastosowaniu”.

Używajcie – zwłaszcza teraz – delikatnych szamponów. Unikajcie tłustych preparatów. Odżywki bez spłukiwania. Włosy można też ratować płukankami. Przy okazji jest szansa na pozbycie się nadmiernego łojotoku. Mówię tutaj o płukance z pokrzywy. Banalna do przygotowania. Potrzebujecie liści pokrzywy (suszonej!) lub pod postacią herbaty ekspresowej. Do wrzątku i parzycie. Potem stosujecie ją do ostatniego płukania w czasie mycia głowy. Oczywiście trzeba robić to regularnie. Zwracajcie jednak uwagę jak zachowują się Wasze włosy w tym czasie. Niby nie szkodzi, ale lepiej być ostrożnym. A na razie, cieszcie się upalnymi dniami. No chyba, że tak jak ja raczej chowacie się przed słońcem. W sumie dobrze dla włosów;).

Dodaj komentarz